Bliskie spotkania w centrum miasta

Może się wydawać, że centrum miasta nie jest dobrym miejscem do prowadzenia obserwacji przyrodniczych. Bo ani tu nie ma zbyt wielu okazów, ani „okoliczności przyrody” sprzyjające. I to prawda!

Jednak część zwierząt, zwłaszcza ptaków, wybiera te miejsca na swoje środowisko życia lub traktuje je tylko jako łatwo dostępną jadłodajnię. Grzebiące w śmietnikach wrony, wszędobylskie gołębie czy pływające po fosie kaczki – to znajomy widok. Zazwyczaj nie poświęcamy im czasu, nie przyglądamy im się, bo są stałą częścią „ludzkiego” krajobrazu.

Wydaje mi się, że początkujący obserwatorzy (tacy jak ja), powinni zacząć swoją przygodę od podpatrywania właśnie tych „zwyczajnych” gatunków. Największą zaletą „spotkań w centrum miasta”, jest ich bliskość. Ptaki są przyzwyczajone do człowieka i ich dystans ucieczki wynosi dosłownie kilka metrów, a czasami nawet centymetrów. Dzięki temu możemy, nawet bez użycia lornetki, dokładnie przyjrzeć się ptakom – ich budowie, zachowaniu czy mieniącym się w słońcu kolorami piórom.

Poniżej przedstawiam mewę śmieszkę – jedną z kilku, które spotkałem 30 listopada na nabrzeżu Odry obok Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu. Ja siedziałem na ławeczce, a ona na barierce…

Chwilę wcześniej tego samego dnia, również przy Urzędzie Wojewódzkim, na topoli udało mi się zobaczyć dzięcioła dużego. Najpierw usłyszałem jego charakterystyczne piski, a następnie stukanie, aż w końcu zobaczyłem samego ptaka.

Warto się rozglądać. Warto mieć uszy i oczy szeroko otwarte, nawet w centrum dużego miasta.

2 myśli na temat “Bliskie spotkania w centrum miasta

  1. Wbrew pozorom w miastach żyje cała masa ptaków. Z mojego pracowego okna mogę oglądać kilkadziesiąt gatunków z dzięciołem zielonym na czele, a kiedyś obserwowałem lot godowy bielików nad rektoratem mojej szkoły. Co prawda Olsztyn jest specyficznym miastem, ale w każdym innym także roi się od ptaków:)

    Polubienie

    1. O tak! U nas też mnóstwo ptaków, zwłaszcza „niebieskich ptaków”. A co drugi to orzeł! 😉

      A tak na serio, to Wrocław jest (jeszcze) dość zielonym miastem, ale na pewno nie może się równać do Olsztyna. Ja mieszkam na Popowicach, w sąsiedztwie dwóch parków, więc narzekać nie mogę. Nawet zdarzało mi się, co prawda nie widzieć, ale słyszeć przez okno dzięcioła zielonego…

      Jednak „zieloność” zaczyna być wypierana przez beton, szkło i smog. Niestety ten proces przyspiesza. Z tego też powodu zacząłem spisywać, co „żywego” widziałem we Wrocławiu. Tak dla siebie, dla pamięci. Obawiam się, że za parę lat nie będzie można ot tak, wyjść z domu na spacer i spotkać choćby dzięcioła czy sójkę. Trzeba będzie jechać za miasto (o ile oczywiście nie utknie się w korku), albo do ZOO…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.