Osobowice – 9 grudnia

Rankiem, jeszcze przed wschodem słońca, widać było warstwy wysokich chmur, spomiędzy których na południu gdzieniegdzie prześwitywało czyste niebo. Wiał dość silny wiatr, więc miałem nadzieję, że wkrótce przegoni wszystkie chmury. Widoczność była bardzo dobra, a na termometrze +8.5 st. C.

Wybrałem się w kierunku Osobowic, przez Most Milenijny, tuż przed wschodem słońca.

Na Odrze, można powiedzieć, pustki. Koło „plaży” przy Orbicie kilka łabędzi niemych, krzyżówki, łyski i mewy. Z tego, co udało mi się dojrzeć przez lornetkę z poziomu mostu – przy osobowickim brzegu kilkadziesiąt krzyżówek, dalej przy „wojsku” również sporo pływającego wodnego ptactwa, a na łasze jedynie kilkanaście mew. Jeszcze jest dość ciemnawo na tak dalekie obserwacje.

W nocy chyba padało, bo opadnięte liście są mokre i dzięki temu nie szeleszczą przy stawianiu kroków. Będę mógł spróbować bezgłośnie podchodzić do ptaków. Jednak te zazwyczaj już dużo wcześniej wiedzą o naszej obecności, niż nam się wydaje. Na przykład krzyżówki siedzące przy brzegu, poczuwszy zagrożenie, rzadko w ostatniej chwili zrywają się do lotu. Częściej, dużo wcześniej, dyskretnie odpływają na otwartą wodę.

Na cyplu, pod Mostem Milenijnym, widać niedawną działalność bobrów – świeże, jasne trociny przy nadgryzionych drzewkach nad wodą.

Będąc przy jednostce wojskowej mogłem zobaczyć, co się dzieje w okolicy łachy. A tu, co zwykle – ok. 10 kormoranów i 1 czapla siwa. Widać też samca nurogęsi – tego, co wczoraj – w szacie godowej z czarną głową.

Zaczął padać deszczyk. Nie jest to komfortowa pogoda do obserwacji, a przede wszystkim do fotografowania – marne światło i groźba zamoczenia sprzętu. Ale do domu, na razie, nie mam zamiaru wracać…

Na „wojskowej” trawce pasie się stado krzyżówek.

Na drzewie zauważyłem dzięcioła średniego. Kilkanaście kroków dalej usłyszałem stukanie – to samiec dzięcioła dużego skacze z gałęzi na gałąź i je opukuje.

Okulary na moim nosie coraz gęściej pokrywają się kroplami deszczu. Ciężko jest patrzeć przez lornetkę.

Idę dalej, a samiec dzięcioła dużego za mną – cały czas mnie śledzi. Przelatuje z drzewa na drzewo wzdłuż wału przeciwpowodziowego w kierunku, w którym idę. W końcu zatrzymał się na skraju zarośli. Zajął się odłupywaniem kawałków dębowej kory. Taki urwany skrawek kory bierze w dziób i siada na „grzbiecie” gałęzi. Przytrzymuje go nogą i zaczyna wydłubywać jakieś smakołyki. Proces pozyskiwania nowej kory i jej opróżniania powtarzał wielokrotnie. Pochłonięty śniadaniem, dał się podejść na ok. 10 metrów.

Doszedłem do zimowiska barek – pływa tu ok. 70 krzyżówek i kilka łysek. Zdecydowałem, że dziś pójdę dalej brzegiem wzdłuż Odry. Może dojdę do Jazu Rędzińskiego.

Nadleciał jakiś spory drapieżnik. Nie wiem jaki to gatunek, jeszcze nie nauczyłem się ich rozróżniać.

W ten deszczowy dzień wędkarze urządzili sobie chyba jakieś zawody, gdyż w jednym miejscu brzeg był nimi dość gęsto obsadzony. Niestety swoimi samochodami rozjeździli całą ścieżkę wzdłuż wody. Straszne błoto.

Minąwszy wędkarzy natknąłem się na polujące na coś mewy białogłowe, kilka krzyżówek i samotnego młodego łabędzia niemego.

Do jazu nie doszedłem. Zbyt mocno się rozpadało, a na wodzie i tak nic ciekawego nie było widać. Wyszedłem więc nieco dalej od brzegu, na utwardzoną drogę. Z wysokich suchych traw wyskoczył bażant oraz 2 kury i z łopotem poleciały w kierunku krzaków.

W drodze powrotnej, na zimowisku barek, dojrzałem samca gągoła i najprawdopodobniej 2 samice (lub młode osobniki – wg literatury bardzo podobne, a z dużej odległości chyba nie do odróżnienia od samic). Gągoły pływały razem z krzyżówkami. Z daleka, samca gągoła łatwo odróżnić od np. samicy krzyżówki – po kontrastowym czarno-białym upierzeniu. Ale samicę, rozpoznać znacznie trudniej. Można się zorientować, że „coś jest nie tak” po tym, iż gągoły co jakiś czas mogą znikać pod powierzchnią wody. Krzyżówki nie nurkują. Jednak ta cecha może z kolei powodować pomyłki z nurkującymi czernicami. A kilka czernic też było na wodzie. Wszystko staje się jasne, gdy uda nam się dostrzec białe lusterka na skrzydłach – to charakterystyczna cecha ubarwienia gągołów.

Na zimowisku barek zobaczyłem też polującą czaplę siwą. Udało się jej złowić tak dużą rybę, że miała problem z utrzymaniem jej w dziobie. Gdy upuściła zdobycz do wody, to zaraz zleciały się mewy i zaczęły krzyczeć. Nagle nie wiadomo skąd nadleciała druga czapla siwa. Jeszcze chwilę obie próbowały coś złowić – krążyły, siadały na wodzie. Ale ostatecznie, chyba zniechęcone natręctwem mew, odleciały w stronę Kozanowa.

Po drodze, na wale przeciwpowodziowym, spotkałem żerujące gawrony.

Wzmógł się wiatr i znowu zrobiło się nieprzyjemnie. Gdy ponownie dojrzałem kozanowską łachę, upewniłem się, że układ sił pozostał bez zmian – czapla siwa, kormorany i mewy. Z kolei na brzegu siedziały krzyżówki i łyski.

Jak już byłem na moście, zaczęło się przejaśniać. Wiatr przegonił większość chmur na wschód i odsłonił błękitne niebo oraz słońce.

Pod mostem, w zatopionych śmieciach, szukały pożywienia 2 łabędzie nieme.

Na skraju parku, przy samej ulicy Popowickiej natknąłem się na żerującą samicę dzięcioła dużego. Urywa z grabu pospolitego wysuszone owocostany, przelatuje na wygodną gałąź i trzymając je nogą, wydziobuje owoce-orzeszki. Gdy się skończą – cały proces zaczyna od początku.

W tym samym miejscu baraszkuje stadko sikorek bogatek. A dalej, już na chodniku, udało mi się „ustrzelić” kawkę.

Dziś cały spacer zajął mi ok. 2.5 godziny – do domu dotarłem o 11:30. Mimo deszczu, warto było się przejść…

Reklamy

2 myśli na temat “Osobowice – 9 grudnia

  1. Ciekawe obserwacje. Podobne do moich, gdy byłem znacznie młodszy z tą jednak różnicą, że wtedy nie było ogólnie dostępnego sprzętu fotograficznego:) PS. Ten drapieżnik, to myszołów. Polecam Ci przewodnik Collinsa „Ptaki”, „Ptaki Europy” z rysunkami W. Siwka lub „Ptaki Europy i obszaru śródziemnomorskiego” Lars`a Jonsson`a.

    Polubienie

    1. Wojtku, chyba jesteś tu jedynym stałym czytelnikiem. Bardzo Ci dziękuję. Już wiem, że mam dla kogo pisać (oprócz siebie). 🙂

      Swoimi zapiskami chcę pokazać, że nie trzeba jechać na Mazury, żeby zobaczyć kormorana, nie trzeba jechać nad Biebrzę, żeby zobaczyć bobra, nie trzeba jechać do Puszczy Białowieskiej, żeby zobaczyć dzięcioła zielonego, nie trzeba… Wystarczy przejść się do parku, nad Odrę czy nawet tylko otworzyć okno, by móc obcować z przyrodą. Tu, w środku Wrocławia!

      Z drugiej strony widzę, że Wrocław się zmienia – coraz bardziej się urbanizuje, zabudowuje, betonuje, przyrodniczo dewastuje. Tego się nie zatrzyma. Może kiedyś ktoś trafi na tę stronę i nie będzie się mógł nadziwić, że to wszystko we Wrocławiu BYŁO, ISTNIAŁO, ŻYŁO.

      Co do drapieżnika, to nie był bym taki pewien. Myszołowa bym raczej rozpoznał. Ale może się mylę. Dlatego też w takich przypadkach nie chcę pisać, że to jest ten, a nie inny gatunek,

      Co do zdjęć i ich marnej jakości – po pierwsze nie mam sprzętu najwyższej jakości, bo nie chcę robić konkurencji prawdziwym fotografom przyrody 😉 Po drugie nie lubię być obładowany sprzętem – chcę, by wystarczyła mi mała, lekka torebka z aparatem i lornetka. Dlatego nie taszczę statywu, dziesiątków obiektywów, robię zdjęcia „pamiątkowe” z podchodu, z ręki. Czasami się wkurzam, że są nieostre, poruszone, za ciemne, za jasne, że nie zdążyłem zdjęcia zrobić. Ale nie taki jest mój cel. Chcę popatrzeć, posłuchać, dotknąć… Choć często chęć zrobienia zdjęcia zwycięża nad chęcią obserwacji. Ale robię to dla własnej przyjemności i to jest dla mnie najważniejsze. Lepsze zdjęcia mogę pooglądać u innych.

      Co do książek – to oczywiście mam „Collinsa” i parę innych. Jednak weryfikacji moich obserwacji nie robię w terenie, ale po powrocie do domu. Często nie pamiętam wszystkich szczegółów, które udało mi się zaobserwować. Nie mam jeszcze wyrobionej precyzji obserwacji – na razie odbywa się to na zasadzie „och widzę drapieżnika”, a nie „jest wielkości wrony, ma ostry 3.5 cm dziób, wcięty ogon dł. 20 cm, włochate nogi, 3 paski z lewego boku i żółtą brew”. Oczywiście gatunki, z którymi jestem obyty rozpoznaję, ale te rzadziej spotykane muszę weryfikować z literaturą. Książek nie noszę w teren z tego samego powodu, co sprzętu fotograficznego. Nie jestem studentem zoologii, tylko mieszczuchem. Chcę łączyć przyjemne z pożytecznym, w ten sposób odpoczywać, a przy okazji się czegoś nauczyć. Robić coś, co sprawia mi przyjemność. Tak po swojemu.

      Mam nadzieję, że dalej będziesz tu zaglądał. Zapraszam.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s