Kozanów – 24 lutego 2019

Dziś pogoda „taka sobie”, niewiele mająca wspólnego z lutym. Jest pochmurnie, ale sucho. Gdy o 9:30 wychodziłem z domu, termometr wskazywał +4 st. C.

Przy blokach natknąłem się na szpaki. Pierwszy raz zobaczyłem je już wczoraj – siedziały na drutach wysokiego napięcia. Wróciły, zatem należy wypatrywać wiosny…

Szpaki swoim głośnym gwizdaniem i stadnym przemierzaniem trawników w poszukiwaniu przekąsek, dodają pozytywnego „ruchu” do budzącej się przyrody. Od dzieciństwa darzę je sympatią – być może za sprawą szpaka Mateusza z Akademii Pana Kleksa.

Gdy doszedłem do Parku Zachodniego, usłyszałem szyderczy śmiech dzięcioła zielonego. Przelatywał z drzewa na drzewo, aż w końcu straciłem go z oczu. Nie dał się sfotografować.

Pojawiły się za to nowe, tym razem dzięcioły czarne. Samiec ugania się za dwiema samicami – przelatuje za nimi na kolejne drzewa głośno przy tym krzycząc. Dodatkowo siedząc na drzewie trzepocze skrzydłami i dziwnie wygina szyję. Pierwszy raz widziałem takie zachowanie u dzięciołów czarnych, no bo… pierwszy raz widziałem ich zaloty. Nie wiedziałem czy oglądać, czy robić zdjęcia…

Również dzięcioły czarne nie zabawiły długo i odleciały razem w głąb parku. Zrobiło się ciszej i dzięki temu dało mi się usłyszeć delikatne kucie w drzewo przedstawicielki kolejnego gatunku – dzięcioła dużego.

Idąc dalej przyuważyłem sójkę, która wyglądała, jakby zbierała budulec na gniazdo. Jednak nie podnosiła gałązek z ziemi, ale próbowała urywać je z drzewa. Ale może mi się tylko wydawało… Pewnie dłuższa obserwacja mogłaby wyjaśnić zagadkę, ale sójka nie chciała zbytnio współpracować i… odleciała.

Doszedłem do miejsca, w którym zagęściło się od dzięciołów dużych – na niewielkim obszarze dało się zobaczyć kilka par, które niestety szybko odlatywały. Schemat ich zachowania był podobny – samica zaczynała lekko pukać w drzewo, a zaraz podlatywał samiec i oboje czmychali w głąb parku. Z oddali słychać było bębnienie dzięciołów o suche konary. Sezon godowy w pełni.

Natknąłem się na stadko gawronów i kawek, które razem grzebały w ziemi pod warstwą zeschłych liści.

Zanim doszedłem przez park do wału przeciwpowodziowego, widziałem jeszcze kilka pojedynczych dzięciołów dużych i dzięcioła średniego.

W Parku Zachodnim na każdym kroku można spotkać oznaki bytowania dzięciołów – dziuple, kuźnie i podziurawione drzewa. Stare spróchniałe drzewa, zamiast usuwać, przerobiono na schronienia dla ptaków i innych zwierząt.

Na wale spotkałem szpaka śpiewającego przy dziupli. Co jakiś czas odrywał pasemka kory dębowej i zanosił do dziupli. Ze środka wynosił z kolei jakieś „śmieci”. Jednak to urządzanie mieszkanka robił tylko z doskoku – głównie zajęty był trenowaniem swojego wokalu.

Pożegnawszy szpaka, zszedłem nad Odrę w okolicy łachy kozanowskiej i poszedłem brzegiem w stronę Mostu Milenijnego. Sprawdziłem stan „osobowy” łachy – około 30 kormoranów, 1 czapla siwa i kilkadziesiąt mew. Niektóre mewy śmieszki mają już całkiem czarne głowy. Mimo dodatniej temperatury, wodne trawy przy brzegu były wciąż zamarznięte.

Lustrując teren lornetką, dojrzałem na „wojskowym” brzegu ładnie wybarwioną czaplę siwą. Poszedłem więc na cypel, żeby zrobić jej zdjęcie.

Po zachodniej stronie cypla pływały 3 łabędzie nieme, kilka łysek i krzyżówek. Przeleciała para nurogęsi. Na brzegu gołębie i wrony próbowały znaleźć coś do zjedzenia.

Wracam w kierunku domu. Znowu przechodzę koło łachy. W sąsiedztwie siedzących kormoranów przechadzają się wrony. Na drzewach siedzą i kraczą te, które wróciły z wody. Wrona nie kaczka – musi wyschnąć. Co jakiś czas wydają taki śmieszny gardłowy dźwięk, jakby odkorkowywały butelki.

Nie doszedłem brzegiem do mostu, tylko wcześniej skręciłem z powrotem na wał. W „lasku” spotkałem czarnego kosa z żółtym dziobem…

…i rudą wiewiórkę.

Postanowiłem, że jednak przejdę ponownie przez park. Przy płocie Orbity baraszkowały sikory bogatki. Ale to nie one przykuły moją uwagę. To pełzacz ogrodowy stał się głównym celem mojego obiektywu. Ten niepozorny, skryty i trudny do wypatrzenia ptaszek postanowił cierpliwie pozować do zdjęć. Gdy wspina się po drzewie, jest trudny odróżnienia od kory. Ale patrząc na niego z boku, można dojrzeć jego śnieżnobiały puchaty brzuszek. Potrafi swoim cienkim i długim dzobkiem, jak pęsetą, wydłubywać przysmaki z zakamarków kory. Jego pazurki są chyba niewiele krótsze od dzioba.

Przed dwunastą byłem koło bloków. I tu spotkała mnie następna niespodzianka. Kolejna oznaka wiosny. W „ogródku” pod balkonami zaczynały kwitnąć przebiśniegi. Co prawda rosły wśród śmieci, ale i tak ucieszyły moje oko.

Widać, że wiosna zbliża się wielkimi krokami…

7 myśli na temat “Kozanów – 24 lutego 2019

  1. Obejrzałem Twoje zdjęcia i dałem sobie słowo, że kończę z marazmem i w najbliższy weekend zaciągnę gŁośkę do lasu. Wiele nie zwojujemy, ale przynajmniej sprawdzimy najbliższe miejsca żurawiowe i bobrze. Co prawda dziś na Warmii mamy powtórkę z zimy, ale prawdopodobnie, to tylko starczy pokaz siły:)

    Polubienie

    1. Tak, pomysł z pozostawianiem starych drzew również mi się podoba. Trochę szpetne są te tabliczki informacyjne, ale z drugiej strony ludzie od razu widzą, dlaczego „to coś” stoi w parku i „straszy”. Trochę boję się, że z czasem te schronienia i tak zostaną sprzątnięte. No ale nie chcę krakać…
      W sumie wolałbym, żeby stare drzewa w ogóle nie były usuwane albo przycinane. Jednak z drugiej strony park jest dość intensywnie nawiedzany przez rodziny z dziećmi, więc walące się drzewa mogłyby być rzeczywistym zagrożeniem. Coś za coś. Na szczęście w Parku Zachodnim jest sporo dziuplastych drzew, więc ptaki mają się gdzie gnieździć. Jednak Włodarze Miasta i tak mogliby zadbać o zawieszenie dodatkowych budek dla ptaków.

      Polubienie

    1. Tak, wiosna się zbliża. Jeszcze nieśmiało, jeszcze bawi się z nami w chowanego…
      W mieście łatwiej ptaki obserwować niż słuchać. Ponieważ są oswojone z ludźmi, to łatwo je podejść. Słuchanie jest trudniejsze – nie jest prosto znaleźć miejsce, gdzie słychać ptaki, a nie dochodzą dźwięki ulicy. We Wrocławiu, niezależnie od pory dnia czy nocy, słychać ciągły szum. Raz głośniejszy, raz cichszy, ale nieustanny. Taki niestety jest urok mieszkania w dużym mieście. Oczywiście ptaki śpiewają, gwiżdżą i kwilą, ale zawsze w akompaniamencie cywilizacji. Jednak nawet takie niepozorne szpaki potrafią wybić się swoim gwizdem ponad hałas w godzinach szczytu i czasem umilić powrót z pracy do domu.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.