Park Szczytnicki – 18 maja 2019

Tego, że znalazłem się w Parku Szczytnickim, jakoś nie planowałem wcześniej. Po prostu córka, w ramach wolontariatu, pomaga przy organizacji „Biegu firmowego” odbywającego się na terenie Stadionu Olimpijskiego, więc ja w tym czasie mogę „zwiedzić” okolicę.

Tłum ludzi nie zachęca do pozostania na stadionie, dlatego skierowałem swoje kroki w kierunku parku. Nie mam złudzeń, że w tak pogodny, wręcz upalny dzień, w okolicach południa, będę mógł cały czas obcować z jego mieszkańcami w zupełnym spokoju. Jednak park jest rozległy. Część miejsc jest chętniej „spacerowana” i „ławkowana”, a inne mniej. Jestem ciekaw czy uda mi się spotkać coś ciekawego…

Nim minąłem główną bramę Stadionu Olimpijskiego, zauważyłem, że w jego okolicy kręci się kopciuszek. Okazuje się, że pod dachem bramy, w opuszczonym gnieździe jaskółki dymówki (charakterystyczna otwarta „miseczka”), swoje potomstwo wychowuje para tych „okopconych” na czarno ptaszków z pomarańczowym ogonkiem. Samczyk i samiczka (ona chyba częściej), na zmianę pojawiają się w gnieździe z dziobem pełnym smakowitych gąsienic.

Park przywitał mnie intensywną zielonością.

W bardziej „zagospodarowanych” jego częściach pięknie kwitną rododendrony, czy jak kto woli azalie albo różaneczniki.

Park Szczytnicki to nie tylko drzewa, krzewy i trawa… To również rozciągnięty staw, który zasiedlają ptaki i ryby.

Tu swoje miejsce znalazła kokoszka. Zwykle skryta i raczej płochliwa, w parku jest przyzwyczajona do obecności ludzi.

Oczywiście w parku nie może zabraknąć grzywaczy.

Spacer zacienionymi alejkami wzdłuż stawu daje przyjemne orzeźwienie. Wyjście na otwarte słońce przypomina o zbliżającym się lecie. Okazuje się, że w wodzie mieszkają nie tylko ozdobne karpie, ale i (najprawdopodobniej) płotki.

Nagle na pniu obok mnie, kątem oka zauważyłem poruszenie. To „coś” jest w głębokim cieniu, a oczy nie przyzwyczaiły się jeszcze do półmroku po patrzeniu na jasną wodę. To samiec dzięcioła średniego, którego czerwona czapeczka sięga aż na tył głowy, jest dłuższa niż u samicy i bardziej intensywna.

Przeszukując wzrokiem przybrzeżne trzciny, dosłyszałem cichutki chrzęst i dojrzałem ukrytą w nich „mysz”. Użyłem cudzysłowu, gdyż ten ssak już nie jest już zwykłą myszą polną, lecz według aktualnego nazewnictwa myszarką polną. Charakterystyczna dla niej jest ciemna pręga ciągnąca się wzdłuż kręgosłupa oraz białawy spód ciała.

W tych samych trzcinach, ale dosłownie trzy kroki dalej, po wodzie sunie zaskroniec. Wydaje się, że woda i wąż nie mają ze sobą wiele wspólnego. Ale w rzeczywistości ten gad jest świetnym pływakiem i lubi przebywać w wilgotnym terenie. Zatrzymał się na chwilę… wreszcie mogę zrobić mu zdjęcie.

Z wodnej ochłody korzystają również ptaki nie-wodne. Przyuważyłem ziębę, która zażywa kąpieli przy wyłożonym kamieniami brzegu stawu. Stoi po brzuch w wodzie i z wielką werwą macha skrzydłami, zanurza głowę oraz moczy rozłożony ogon. Wygląda jak przysłowiowa zmokła kura, choć w nieco mniejszym wydaniu.

Cały czas idę wokół stawu. Udało mi się wypatrzeć kolejnego mieszkańca tych wód. Sądząc po zaokrąglonych płetwach obstawiam, że jest to lin.

W każdym „prawdziwym” parku oczywiście muszą mieszkać wiewiórki. Nie inaczej jest w Szczytnickim. Ale dodatkowo jego rangę podnoszą pomniki przyrody, których jest tu kilkanaście. Jeden z nich – dąb Jana Stanki – o obwodzie pnia wynoszącym 554 cm, rośnie przy samym stawie. Niestety jest w kiepskim stanie – ma pień uszkodzony piorunem, obłamane konary i gałęzie.

Kolejne zaskrońce! Wygrzewają się na suchym skrawku terenu między wodą a nadbrzeżnymi trawami. Musi być ich więcej, bo pomiędzy badylami widzę kilka fragmentów ich łuskowatej skóry. Słyszę, że zaczęły się poruszać, ale raczej postanowiły się ukryć, niż pokazać.

Przy brzegu pływa spore stadko dość ciemnych ryb. Wyglądają na jakieś karpiowate, ale nie podejmuję się przypisania ich do konkretnego gatunku. Za mało znam ryby, a poza tym woda skutecznie zniekształca kształty i kolory. Refleksy odbitego światła dodatkowo utrudniają obserwację.

O ile odbicia przeszkadzają przy patrzeniu pod wodę, to obiektom nawodnym dostarczają prawdziwie bajkowej scenerii. Właśnie młode kaczki krzyżówki, pod czujnym okiem swojej mamy, baraszkują na wodzie pod parasolem nisko zwisających gałęzi.

Chyba ośmielone przez maluchy krzyżówki, do brzegu podpłynęły również dwie kokoszki.

Obszedłem staw prawie dookoła, więc warto sprawdzić, co „piszczy w trawie” w pozostałych częściach parku.

Okazuje się, że piszczy, ale nie w trawie, tylko w dziupli na drzewie. Najpierw zobaczyłem „tatę” dzięcioła dużego z wielkim pękiem larw w dziobie. Przez ten gigantyczny pakunek ma chyba problem z wejściem do dziupli. Co raz to przelatuje na boczne gałęzie, a za chwilę powraca do otworu wlotowego. Cały czas z pełnym dziobem. W końcu jakoś udało mu się oddać smakołyki swoim dzieciom. Odleciał na kolejne łowy, a maleństwa zaczęły wydzierać się wniebogłosy. Pojawiła się „mama”, więc krzyk chwilowo ustał. Gdy znowu zostały same, wróciły do koncertu na wiele głodnych gardeł.

Na jednym z dębów, podziurawionym jak przysłowiowy szwajcarski ser, zauważyłem na pniu narysowane numerki. Czyżby ktoś badał populację kozioroga dębosza?

Czuję, że temperatura powietrza jeszcze bardziej wzrosła. Szukam cienia w zadrzewionej alejce. Jak się okazuje nie tylko ja. Również drobne ptaki – szpaki, kosy, wróble – wolą skryć się na ten czas w gęstwinie.

I tu następuje koniec mojego spaceru. Telefon – „tata wracaj”. Tak, teraz muszę już opuścić Park Szczytnicki, ale na pewno tu wrócę…


Technikalia

To chyba najbardziej bogaty spacer pod względem różnorodności spotkanych gatunków. Niestety, wg mnie to najbardziej spartaczony spacer pod względem jakości zdjęć. Większość wykonanych zdjęć jest nieostra lub poruszona.

Niby warunki oświetleniowe były sprzyjające – było południe, słoneczna pogoda,… Ale duże kontrasty i głębokie cienie, w których to głównie siedziały zwierzęta, wymuszały użycia albo dużych wartości ISO, albo długich czasów naświetlania. Niestety wybrałem to drugie, co poskutkowało poruszonymi zdjęciami. Kolejny raz złapałem się na „lepszą jakość, dzięki niższym szumom”. Guzik prawda – poruszone zdjęcie jest gorsze niż zaszumione.

Kolejny problem, to ostrość – a w sumie jej brak. Jeśli fotografowany obiekt nie jest dostatecznie kontrastowy, to aparat z ciemnym obiektywem ma problemy z precyzyjnym ustawieniem ostrości. Dlatego normalnie w takich wypadkach staram się „ogniskować” obraz ręcznie przy pomocy elektronicznego powiększenia obrazu. Ponieważ Olympus E-PM2 nie ma wizjera, to wyświetlenie „lupy” jest możliwe jedynie na ekranie podglądu. Jednak w słoneczny dzień na tym ekranie… z powodu odblasków często nic nie widać.

Być może też niepotrzebnie wyłączyłem stabilizację matrycy w aparacie. Ale stabilizacja w połączeniu z krótkimi czasami naświetlania też czasami płata figle i wprowadza na zdjęciu „poruszenie”, którego teoretycznie być nie powinno. Może jednak za mało znam swój sprzęt, bo nigdy nie zrobiłem prawdziwych testów – „z ręki” bez stabilizacji, to mogę użyć takich czasów naświetlania, a z włączoną stabilizacją takich… Teoretycznie staram się korzystać z reguły: bez stabilizacji tylko jeśli czas naświetlania jest krótszy niż odwrotność ogniskowej obiektywu (dla formatu 35mm, czyli podwojonej ogniskowej dla Olympusa). Choć często to „naciągam”, gdyż daję radę „utrzymać” ostrość przy dłuższych czasach, ale na tyle krótkich, że stabilizacja się nie sprawdza.

Wiosna i piękna pogoda uśpiły moje „doświadczenie”. Dostałem kolejną nauczkę… Ale spędziłem świetnie dzień!

10 myśli na temat “Park Szczytnicki – 18 maja 2019

  1. Ciekawa prezentacja spaceru po parku, ile różnorodnych zjawisk przyrodniczych można tutaj spotkać. Miło spędziłem czas na czytaniu i oglądaniu wpisu i jestem pod wrażeniem. Spokojna narracja ciekawe i piękne zdjęcia /nie wiem czemu własna krytyka fotografii, bo choć może masz tam jakieś zastrzeżenia co do jakości zdjęć wydaje mi się, że są super, należę do grupy FB Polska i Przyroda, a tam niektóre zdjęcia, no wprost są nie atrakcyjne i jakoś ludzie je tam pokazują/ więc podsumowując, ciekawe obiekty ptaków i innych zwierząt ładnie wkomponowane w narracje, i spacer niby taki zwykły, jaki każdy mógłby odbyć. 🙂

    Polubienie

    1. Ireneuszu, dziękuję za ciepłe słowa! Cieszę się, że mój wpis spodobał Ci się. Sam jestem pod wrażeniem, że w dość zaludnionym parku mogłem spotkać taką mnogość gatunków. A co do zdjęć, no cóż… widzę ile ich zrobiłem, a ile jako tako nadaje się do pokazania. Pozdrawiam serdecznie!

      Polubienie

  2. Ten park to prawie jak las. Świetny. Kopciuszki cudne. Fajnie Ci się udało uchwycić ten dziobek wystający z gniazdka. Ptaki to muszą się nieźle narobić przy karmieniu młodych… Podziwiam, że aż tyle robali na raz potrafią zmieścić w dziobie i żaden im przy tym nie wyleci.
    Kokoszka bardzo mi się podoba. Szkoda, że u nas takie w parkach nie mieszkają. A pływający zaskroniec mnie zaskoczył, takich umiejętności się po nim nie spodziewałam.
    Spacer miałeś superowy i bardzo efektywny fotograficznie. Na mój ogląd zdjęcia są znacznie lepsze niż to opisujesz. 🙂

    Polubienie

    1. Ptaki to niezwykłe stworzenia – nie dość, że potrafią wędrować tysiące kilometrów, zebrać tysiące robaków, żeby wychować młode, zbudować misternie splecione gniazdo, to jeszcze pięknie śpiewają (choć każdy po swojemu).
      Co do kokoszki, to w sumie ja też byłem zdziwiony, gdy ją zobaczyłem. Ale jakiś czas później okazało się, że kilka sztuk mieszka również na małym osiedlowym stawku. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby w Twojej okolicy też się gnieździły.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.