Kozanów – 6 października 2019

Tak się dziś grzebałem, że zrobiła się 8:00. Na termometrze jest +4.5 st. C, choć pół godziny wcześniej było jedynie +3.0 st. C. Na szczęście jest słonecznie, bo wczoraj cały dzień było deszczowo i ponuro.

Na skraju parku, ze szczytów koron drzew, gdzie docierają już energetyczne promienie słońca, słychać pojedyncze gwizdy ptaków, głównie szpaków.

Kieruję się w stronę wejścia do Parku Zachodniego na lewo od Orbity.

Odwracam się w stronę słońca, żeby popatrzeć na szpaka prezentującego swoje możliwości wokalne na latarni na estakadzie obwodnicy. Dostrzegam kątem oka dość daleko i wysoko lecące na południe 4 sójki.

Brązowieją już liście dębów czerwonych, tych o ostro zakończonych liściach.

Ze ściółki oraz przy pniach rośnie sporo różnego rodzaju grzybów. Chyba potrzeba dość specjalistycznej literatury, żeby próbować poprawnie je nazwać? A może któryś z nich jest jadalny albo przynajmniej nietrujący?

Tuż przy wale rośnie łan samosiejek klonu. Ukryte pod starymi drzewami, zwracają całe powierzchnie liści w stronę porannych promieni słońca. Za chwilę nie będą miały szansy nawet na odrobinę światła.

Idę wałem. Zimno. Dobrze, że wziąłem rękawiczki.

Nad rzeką, dość wysoko, leci klucz 8 kormoranów. Na dębie przy wale siedzą 2 sójki. Hałaśliwe i skrzeczące. Na wysokości koron drzew przeleciało stadko 8 żółtych ptaszków wielkości wróbla. Za szybko. Nie rozpoznałem gatunku.

Schodzę na brukowaną drogę prowadzącą nad wodę.

Wśród drzewek na działce wypatrzyłem rudzika. Popiskuje smętnie.  Skutecznie ukrywa się wśród gałązek i nie pozwala się sfotografować.

Po zachodniej stronie cypla 16 krzyżówek. To wszystko. Nad Lasem Pilczyckim przeleciały 2 dorosłe łabędzie nieme. Teraz za nimi ciągnie brązowy młodziak.

Na wschodzie cypla również kilka krzyżówek i 2 pływające łabędzie nieme.

Stadko ok. 20 sójek leci przez Odrę na południe. Trochę wyżej niż szczyty drzew. Jeszcze kolejnych 10 podąża za nimi w rozwlekłej grupie. Jedna przysiadła na moment na topoli. Czubek drzewa jest już złoty, a dół ciągle zielony.

Na łasze 1 czapla siwa, po kilka krzyżówek, śmieszek i dużych mew.

Leci przedstawiciel łabędziej młodzieżówki.

Wrony stołują się pod orzechem włoskim. Ich każdy ruch śledzą sroki. Czekają na dogodną okazję, żeby podkraść choć mały okruch pożywnego orzecha.

Trochę dalej po ścieżce spacerują 3 krzyżówki (2 „sołtysów” z białą piersią i „normalna” samiczka). Ta sielanka nie trwa długo…

Na słupach wysokiego napięcia działa wronio-sroczy monitoring.

Znowu lecą kormorany. Tym razem ponad 50 ptaków.

Wysoko nad skrajem parku widzę krążące 2 myszołowy.

Znacznie niżej patroluje okolicę inny drapieżnik – jastrząb. Ale ten naraził się wronom. Szybka akcja obronna, pościg za intruzem i… niebo znowu bezpieczne.

Wracam ścieżką od skarpy, przez „lasek”, na wał. Tu ciągle świeci słońce. Niedaleko słyszę piski dzięcioła, więc może uda się go zobaczyć…

Nisko na gałęzi dębu dostrzegam sójkę. Wyjątkowo mało płochliwa. Jestem od nieś jakieś 10-15 metrów, a ona nic – zajęta swoimi sprawami. Spłoszyła ją dopiero spacerowiczka z psem idąca z naprzeciwka.

Słyszę pojedyncze piski – krótkie i wysokie. To pełzacz ogrodowy.


Do domu doszedłem o 10:00. Gdy wyjrzałem przez okno, zobaczyłem kolejne stadko sójek ciągnące na południe. Około 18 ptaków leciało nad blokami w dwóch grupach. Najpierw jedna, a tuż za nią druga. Ich chaotyczny lot, mieszanie się w grupie i odloty na boki, wyglądają jakby ptaki zwiedzały miasto, a nie leciały w mniej lub bardziej daleką podróż na zimowisko.

12 myśli na temat “Kozanów – 6 października 2019

  1. Jak zobaczyłam ten wpis w swoim rss-ie, to się zastanawiałam, dlaczego przedtem był koniec września, a tu znowu jego początek. 😉 Ale teraz widzę, że już wszystko się zgadza.
    Nie dość, że ósma rano, to jeszcze taki ziąb. Brr, o w życiu… Podziwiam, że Ci się chciało.
    Grzybki śliczne i bardzo ładnie je sfotografowałeś. Co do nazwy, to te na drugim zdjęciu wyglądają trochę jak któraś maślanka (Hypholoma). A jeśli to maślanka, to nawet nie myśl o jedzeniu. Te grzyby są strawne tylko dla ślimaków, Ty mógłbyś tej uczty nie przeżyć.
    Nie wiem, jak z takiej odległości poznajesz gatunki ptaków. Nosisz ze sobą lornetkę, czy masz super wzrok? Swoją drogą, nigdy nie widziałam tylu sójek jednocześnie. I w ogóle bardzo rzadko je widuję, mimo że w mojej okolicy bywają.
    Ciekawa jestem, jak wrony sobie radzą z rozłupywaniem orzechów, kiedy nie ma w pobliżu żadnego auta, pod które można je rzucić. To chyba dla nich trochę zbyt twarde? Ale odważne są bardzo, nie wiedziałam, że tak łatwo potrafią przegonić jastrzębia. Wrona jak rakieta – super foto. Łabędź w locie też świetnie Ci wyszedł.
    Ogólnie spacer uznałabym za udany. 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Tak, coś mi się pokiełbasiło z tytułem i zamiast „października” wskoczył znowu „wrzesień”. Zreflektowałem się i poprawiłem dopiero po jakimś czasie. Na szczęście w treści było poprawnie. 😉

      Ranki są najlepsze do chodzenia po krzakach w sąsiedztwie osiedli, bo wtedy większość ludzi jeszcze śpi (zwłaszcza w niedzielę) i nie wyłazi płoszyć zwierząt. Oczywiście spotykam wędkarzy, którzy okupują swoje miejsca od jeszcze wcześniejszych godzin, ale zwierzęta się ich nie boją. No i są też biegacze oraz wyprowadzacze piesków – ci potrafią wprowadzić niepotrzebny ruch w przyrodzie.

      To pytanie o jadalność parkowych grzybów było oczywiście retoryczne. Nie mam zamiaru ich spożywać. Zewsząd się słyszy, że grzyby akumulują metale ciężkie, więc takie miejskie okazy pewnie „świecą w nocy”.

      Nie jestem wielkim znawcą ptaków i mam raczej małe doświadczenie terenowe, ale część z nich jestem w stanie z daleka rozpoznać po charakterystycznym torze lotu czy ruchach skrzydeł. Oczywiście często noszę ze sobą lornetkę albo wspomagam się długim obiektywem aparatu. Lornetka przydaje się nie tylko do ptaków, ale też do owadów – gdy nie chce się go spłoszyć albo jest w trudno dostępnym miejscu. Niektóre lornetki ostrzą już od pół metra, więc działają prawie jak lupa. Polecam nabyć sobie kolejny gadżet do targania ze sobą. 😛

      Wrony to inteligentne bestie. Potrafią zrzucać orzech z dużej wysokości na asfalt, żeby po prostu pękł, a dalej już sobie z nim poradzą. Mogą też go zaklinować w jakiejś szczelinie i próbować rozłupywać dziobem.
      Często widuję je, jak próbują przegonić bielika. „Orzeł” nie orzeł, dla wron nie ma niepokonanych przeciwników.
      Tak na marginesie, w ostatnim numerze „Wiedzy i życia” (maj 2022) jest ciekawy artykuł o wronach.

      Spacer byłby udany nawet gdybym nie zrobił żadnego zdjęcia, bo najważniejsze jest wyrwanie się z domu, sprzed komputera. 😉

      Polubienie

      1. Masz rację co do niedzielnych poranków. Dla mnie pora dnia nie ma większego znaczenia (na szczęście, bo rannym ptaszkiem nie jestem), ale jeśli się poluje na większą zwierzynę, to taki czas jest najlepszy.
        Może i nie jesteś wielkim znawcą, ale jednak na ptakach znasz się dużo lepiej ode mnie. Z daleka to jestem w stanie rozpoznać najwyżej srokę. 😉 Ciekawa rzecz, te lornetki ostrzące od pół metra. Ale noszenie czegokolwiek poza aparatem to nie dla mnie. Dawniej chodziłam na łowy z wózkiem (takim zakupowym), do którego ładowałam różny sprzęt, ale już przestałam, bo to zbyt ograniczające.
        Faktycznie, zapomniałam o wroniej metodzie zrzucania orzecha z góry. To naprawdę mądre ptaki. Przypomniał mi się filmik, w którym wrona znalazła stojącą butelkę z wodą. Wody było zbyt mało, nie mogła dziobem sięgnąć. Co zrobiła..? Zaczęła znosić małe kamyczki i wrzucać do flaszki! Do tej pory nie mogę w to uwierzyć.
        E tam, spacery bez robienia zdjęć? Nigdy w życiu, nuudy. 😀

        Polubienie

        1. Hmmm… Z wózkiem zakupowym w plener?! To musiało wyglądać „fotogenicznie”! 😀 Tak czy siak, lornetkę polecam.

          Widziałem na YT filmiki z wronami i ze sroką, które podnosiły poziom wody w butelce za pomocą wrzucanych do środka kamyczków. Wydaje mi się, że były to ptaki „wytresowane”, a przynajmniej pokazano im, że „to tak działa”. Wątpię, że zachowanie wynikało z inicjatywy (pomyślunku) samego ptaka. Chyba że ten sam nauczył się zasady wyporu cieczy metodą prób i błędów, bo miał do dyspozycji (w zamkniętym doświadczeniu) jedynie butelkę i kamienie. W naturze, gdzie woda jest powiedzmy ogólnodostępna, chyba trudno o takie zachowanie. Rozbijanie orzechów łatwiej wytłumaczyć – ptak wprost może „odkryć”, że gdy zgubi orzech i ten łupnie o ziemię, to skorupka ulega pęknięciu.

          Polubienie

          1. Wózek to naprawdę dobry wynalazek i bardzo mi się przydawał. A jak wracałam, od razu mogłam zrobić zakupy. 😉
            Co do wody i kamyczków, nie będę się spierać. Tak czy inaczej, robi to wrażenie, nawet jeśli ptaki zostały tego jakoś nauczone. Uczyć się też trzeba umieć.

            Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.